Patrzę z mego okieneczka I z podziwu wyjść nie mogę. Szumi lasek, płynie rzeczka, Stadko owiec mknie przez drogę. Co krok nowe spostrzeżenie, Nowe co i raz odkrycie. Młodą zieleń wiodąc z cienia Promień słońca natchnął życiem. Wokół radość, wokół słońce, Hen, wysoko ptaszek śpiewa, A tam w dole, tam na łące Potok kwiatów się rozlewa. Skąd się owe cuda biorą, Spójrzcie, czy wy też widzicie, Jak się wraz z wiosenną porą Budzi wokół nowe życie? Gdy tę radość widzę wkoło, Szczęście, co aż w niebo wzlata, Chmura marszczy moje czoło, Zazdrość duszę mą przygniata. Niczym polnych barw paleta, Jak ta zieleń by się chciało. Rację wszakże miał poeta: Piękno jest, by zachwycało. Też bym chciała, jak te brzozy, Nosić dumnie swą koronę Lub jak maki, czy mimozy Zmywać z oczu mgieł zasłonę. Też bym chciała, by wiek młody Szczęściem krasił moje lica. Jak ten kwiat nad lustrem wody Lśnić urodą, co zachwyca. Ach, rozbłysnąć, jak poranek, Gdy go słonko opromienia. Czemuż tyle innym dane, A mnie jeno sny, marzenia? Głos mój bieży hen, po rosie, Pędzą myśli, jak w zawody. Czemuś mi poskąpił, losie, I postury i urody? Mkną samotnie puste lata Karmiąc się zgryzotą zgubną. Czemuż mój kochany tata Tak się urżnął w noc poślubną?